Witajcie | Kurs | My ze spalonych wsi | Chłopcy z Reguta | Wandy | Kandydaci na pociąg wsiadają | Praca i...nauka | Byłem "Siłaczką" | Na Ziemi Nyskiej | Po sąsiedzku z Panem Bogiem | Analfabeci | Szopka z przeszkodami | ZNP | Zosia | Mietek | Wycieczki | Spotkania | Na emeryturze | Drzewa moje... | Lista nauczycieli i słuchaczy kursu w Celestynowie | Karty biograficzne

My ze spalonych wsi

Wydaje mi się, że w czasie naszego kursu nie zastanawialiśmy się wiele nad naszymi dramatycznymi przeżyciami wojennymi, które były udziałem każdego z nas. Najwięcej żyliśmy wtedy nauką, która chyba dla wszystkich nas była czymś nieoczekiwanym.
No bo jeszcze tak wtedy niedawno byliśmy prawie niczym dla okupantów - a tu nagle zarysowała się możliwość nauki w wolnym kraju i uzyskania zawodu, który wtedy u nas cieszył się dużym autorytetem.
Przybyliśmy na kurs każdy z dużym bagażem trudnych przeżyć.
Nie wszystkie są mi wiadome i nie o wszystkich mogę tutaj wyczerpująco napisać.
My obaj z Mietkiem i z całymi Piotrowicami przeżyliśmy we wrześniu 1939 roku tragedię całkowitego spalenia miejscowości. 12 września zostaliśmy bez dachu nad głową. Moje wspomnienia tego dnia zostały wydrukowane po latach w tutejszej "Trybunie Opolskiej".
Przez wiele lat śpiewaliśmy w naszych szkołach z uczniami pieśń "My ze spalonych wsi" i wówczas miałem w pamięci tragizm Piotrowic.
Chyba podobnie jak Piotrowice spłonęła część Zakroczymia i spłonęło mieszkanie Benigny, której rodzina, obok wielu innych, znalazła schronienie w zakroczymskim klasztorze.
To jeszcze dobrze, że w Piotrowicach nie zginął w czasie niemieckiej kanonady nikt z mojej rodziny a także z rodziny Mietka. Wśród setek tysięcy poległych Polaków znajdowali się nasi bliscy krewni. Zginęło kilku chłopców, sympatii naszych Celestynowianek.
Wielu naszych kursantów i ich rodzin dotknęły przymusowe wysyłki na roboty do III Rzeszy. Wśród osób które znalazły się na przymusowych robotach była nasza koleżanka Maria Zielińska, która przybyła na kurs niedługo po powrocie z Niemiec. Koleżanka Marysia mogłaby dużo więcej o tym opowiedzieć. To bardzo ciekawe, że Marysia po paroletnim pobycie na przymusowych robotach przystąpiła do nauki na kursie. Na pewno było jej dużo trudniej niż tym z nas, którzy mieli jakiś kontakt z nauką nawet w czasie wojny. Przecież niektórzy uczęszczali w czasie okupacji na tajne komplety.
Przymusowe roboty w III Rzeszy dotykały wiele innych osób i ich rodziny. Dwie koleżanki, Wandy, przypomniały mi, że niemieckie łapanki na Mazowszu odbywały się nawet w małych miejscowościach.
Oto w niedużym Karczewie Niemcy złapali dwie osoby z rodzeństwa Wandy Augustyniak: siostrę Zofię i brata Józefa. Siostrę udało się "wykupić", Józef (mój dobry kolega) przebywał na robotach do końca wojny.
Z kolei w niedużych Sobieniach Jeziorach został złapany brat Wandy Ryngwelskiej z Całowania. Ten fakt znalazł potem odbicie w życiu rodziny tej Wandy. Brat pracował u "bauera" we wsi Mansfelde niedaleko dzisiejszego Gorzowa Wielkopolskiego. Kiedy skończyła się wojna, brat Wandy namówił całą rodzinę do przeniesienia się do tego gospodarstwa, w którym przymusowo pracował. Rodzina Wandy przeniosła się do Mansfelde - Lipich Gór już w sierpniu 1945 roku, a po zakończeniu kursu pojechała tam Wanda.
Nasz kurs odbywał się tuż po zakończeniu wojny, gdy w naszym kraju pełno było zniszczeń wojennych w miastach i wsiach. Gdy świeże były mogiły milionów ofiar.
Przez wiele lat przejeżdżaliśmy przez zrujnowaną Warszawę. We wrześniu 1939 roku dużemu zniszczeniu uległ Garwolin. Takie same kominy stały w tym czasie w moich Piotrowicach.

My ze spalonych wsi
powrót na główną stronę