Witajcie | Kurs | My ze spalonych wsi | Chłopcy z Reguta | Wandy | Kandydaci na pociąg wsiadają | Praca i...nauka | Byłem "Siłaczką" | Na Ziemi Nyskiej | Po sąsiedzku z Panem Bogiem | Analfabeci | Szopka z przeszkodami | ZNP | Zosia | Mietek | Wycieczki | Spotkania | Na emeryturze | Drzewa moje... | Lista nauczycieli i słuchaczy kursu w Celestynowie | Karty biograficzne

Kurs

"...stają widma młodych lat,
szczęścia i przyjaźni..."
Tej pieśni uczył prof. Bagiński, któremu dyrektor przydzielił także nauczanie śpiewu obok jego zasadniczego przedmiotu - języka polskiego. Ja osobiście wracałem do tych słów niedługo po zakończeniu kursu, co znalazło swój wyraz na rysunku, który wykonałem około roku 1947 już tutaj, "na zachodzie".
Przypominają się też słowa innej, żołnierskiej pieśni śpiewanej niedługo przed kursem przez kościuszkowców. A pieśń tę śpiewała Halina Jałochówna. Były tam m. in. słowa:
"kiedy serce w bezsenną noc płacze,
gdzie mój dom, gdzie rodzinny mój kraj"
Celestynów Przystępując do pisania tego wspomnienia o celestynowskim kursie, zaczynam wątpić, czy potrafię oddać należycie atmosferę i nasze przeżycia tamtego półrocza 1945 roku.
Ja w moim życiu byłem na dziesiątkach różnych kursów, ale ten w Celestynowie najbardziej utkwił w mej duszy i tkwi dotąd. Może działo się tak na podstawie kontrastu. Nasz piękny kurs w przeciwieństwie do strasznych sześciu lat wojny i okupacji. Piszę o tych latach w rozdziale "My ze spalonych wsi".
Był to kurs pełen młodzieńczej radości, to dzięki młodości mogliśmy chociaż częściowo zapomnieć straszne przeżycia wojenne i zabrać się od nowa do tak dawno przerwanej przez wojnę nauki.
Wydaje mi się, że ten kurs został zorganizowany w Celestynowie na bazie tworzącego się w czasie okupacji gimnazjum, którego tam nigdy dotąd nie było. Była tylko szkoła powszechna w znanym nam z lekcji praktycznych budynku. Jednym z twórców tajnych "kompletów gimnazjalnych" był Michał Rękas, którego już nie było w czasie trwania naszego kursu. Mówiąc krótko - awansował.
Głównym organizatorem kursu był dyrektor Jan Stanisław Paulus (1888-1966), przedwojenny profesor gimnazjalny w Otwocku. To on zabiegał wokół stworzenia warunków materialnych w willi "Leśniczance", którą wówczas dostosowano do potrzeb nauki. Dyrektor Paulus musiał zapewnić obsadę kadry nauczycielskiej.
Zapamiętałem nazwiska profesorów kursowych. Pani Kulińska, pan Fijałkowski i pan Mućko byli na miejscu. Ten ostatni był kierownikiem szkoły i na kursie uczył geografii.
Panowie Krywko i Bagiński pochodzili ze Wschodu.
Chyba dobrze zapamiętałem, że prof. Dymitr Krywko przyjechał ze Wschodu, gdzie był nauczycielem psychologii i pedagogiki w jednym z seminariów nauczycielskich. Posiadał więc gruntowne przygotowanie do przekazania nam podstaw wiedzy pedagogicznej, która niezadługo miała nam bardzo przydać się w pracy. Do dziś posiadam wiele zeszytów kursowych, wśród których czołową rolę pełniły zeszyty z przedmiotów prof. Krywki. "Nauczyciel musi tak uczyć dzieci chłopów, robotników i inteligencji, aby mogły się stać dobrymi, światłymi i pożytecznymi członkami narodu polskiego - obywatelami Rzeczypospolitej" (cytat z zeszytu).
Z prof. Krywko widziałem się chyba jedyny raz po zakończeniu kursu i to w Celestynowie. Miałem do niego wielki szacunek i uznanie dla jego wiedzy. Moje usiłowania odnalezienia go w latach dużo późniejszych nie dały żadnego rezultatu. Bardzo żałuję.
Inną osobą spośród naszych nauczycieli, która zasłynęła po latach stał się prof. Paweł Bagiński. Dowiecie się o nim z jego biogramu.
Koprówka przed rozbiórką Zanim doszło do nawiązania korespondencji z prof. Bagińskim "spotkałem" go na łamach "Polonistyki", gdzie należał do kolegium redakcyjnego. Ukazało się tam wiele jego artkułów. W jednym roku uczyłem z podręcznika dla szkoły ponadpodstawowej, którego był jednym z autorów. Kontakt z prof. Bagińskim nawiązałem właśnie przez "Polonistykę" (Nie znałem jego adresu).
Uczyły na kursie jeszcze dwie panie, których nazwisk nie pamiętam. Dłużej pracowała pani wuefistka, po której pozostał mi gruby zeszyt do prowadzenia "ćwiczeń cielesnych", bo chyba tak wtedy nazywał się ten przedmiot. Było tam wiele "osnów" lekcyjnych do prowadzenia tego przedmiotu w różnych klasach. Gdzie indziej piszę o tym, jak to obaj z Mietkiem przygotowaliśmy u tej pani inscenizację popularnej wtedy piosenki "My jesteśmy krasnoludki".
Do wprowadzeniu nas do nauczania zajęć praktycznych i rysunku dyr. Paulus na pewien czas zaangażował panią nauczycielkę z Podbiela. Zapewne musiała posiadać dodatkowe przygotowanie do nauczania tego przedmiotu. Może WKN? Zapamiętałem, że pani zainteresowała się jak poradzimy sobie z zegarkiem, przystępując do pracy. (Ja swój pierwszy, używany zegarek kupiłem na targu w Garwolinie!).
Najwięcej godzin zajęć z nami miał prof. Krywko. Prowadził z nami także "świetlicę" (chyba raz w tygodniu). Były tam nawet referaty, do których wykorzystywałem moje ocalałe książki, m. in. "Młoda Myśl Ludowa". Wygłaszane były znane wiersze , były próby inscenizacji.
Zapamiętałem, jak w pierwszą rocznicę powstania warszawskiego odbyła się wieczornica, głównie przy inicjatywie koleżanek z okolic podwarszawskich. Z nauczycieli udział wzięli tylko dyrektor i prof. Krywko. Między innymi Lilka (Cecylia Cichewicz) wygłosiła wiersz zawierający silne akcenty antyniemieckie.
Na tableau Halina Suchocka posiada krzyż harcerski. To jeden z dowodów, że była zaangażowaną harcerką. Może prowadziła harcerstwo także na początku swej pracy na Ziemi Nyskiej? A na początku naszego pobytu na kursie było organizowane pod kierunkiem Haliny harcerskie zakończenie dnia. W śpiewanej przez nas wieczorem pieśni były na końcu słowa "Bóg jest tuż , Bóg jest tuż". Halina wcześniej od nas odeszła na zawsze. Szkoda, że nie potrafię dużo o niej powiedzieć.
W lipcu i sierpniu 1945 roku byliśmy tylko sami z uczących się w Celestynowie. Dla nas nie było wakacji. Trwała wytężona nauka.
Celestynów do dziś urzeka mnie swoją lesistą przyrodą. Różnił się tym od wszystkich poznanych miejscowości. Na pewno pod koniec lata 1945 roku pojawiły się leśne owoce. Nic nie pamiętam, żebym z nich korzystał.
A z początkiem września 1945 roku w Celestynowie rozpoczęła się nauka, wtedy już w jawnym polskim gimnazjum. Nasi nauczyciele, obok zajęć na kursie, uczyli w nowo powstającym celestynowskim gimnazjum. W gimnazjum uczył również prof. Krywko (na pewno uczył historii).
Skromna uroczystość zakończenia kursu i rozdania świadectw odbyła się z udziałem części uczniów gimnazjum. Byłem wójtem kursu i na mnie spadł obowiązek wygłoszenia końcowego przemówienia. Była to improwizacja. Nie pamiętam już wcale o czym mówiłem. (W ciągu mojej czterdziestoletniej pracy musiałem wygłosić setki przemówień!).
Otrzymaliśmy świadectwa i musieliśmy wyruszyć w świat! Do pracy, którą sami mieliśmy sobie znaleźć. Miała to być zupełnie pierwsza praca zarobkowa w naszym życiu.
Już za niedługo przekonaliśmy się, że skromne świadectwo kursowe pozwalało nam na otrzymanie pracy w szkołach powszechnych w różnych zakątkach kraju. Nie wiem, jak to się stało, że w grudniu 1945 roku inspektorat garwoliński zatrudnił nas na podstawie mianowania.
I to była najważniejsza rola Celestynowa, że dwudziestce młodych ludzi otworzył drogę w świat.
Grób dyr. Paulusa Leśniczanka

Fragment Kroniki Celestynowa
Kronika Ważniejszych Wydarzeń
Władysław Kurkiewicz i Władysława Kurkiewiczowa
Słowo wstępne


Kronika Celestynowa powstała z inicjatywy Urzędu Gminy dla uczczenia 40 rocznicy powstania Gminy (2 lipca 1952 r.) i tzw. wówczas Dzielnicowej Rady Narodowej. Jest to na pewno dobra okazja, aby poszukać korzeni własnych i rodziny, przyjaciół i sąsiadów, instytucji w których się pracowało bądź też je współtworzyło. Człowiek chce wiedzieć, jak to było przed 100, 50, czy 2 laty.
"KRONIKA" została opracowana w oparciu o dokumenty archiwalne Urzędu Gminy, kroniki instytucji Celestynowa (Parafia, G.S., "EFA", szkoły) i wspomnienia ludzi.
Autorzy dziękują mieszkańcom Celestynowa oraz zakładom pracy za pomoc w ustalaniu faktów, w udostępnianiu materiałów, życzliwość i zainteresowanie, a nawet pomoc w dojazdach do dalej położonych miejscowości. A jednocześnie proszą o wyrozumiałość i dalszą współpracę nad doskonaleniem dziejów tego uroczego zakątka kraju, o którym jeden z jego mieszkańców zwykł mawiać: Dwie są miejscowości na świecie: "Rzym i druga Celestynów".
Celestynów jest osadą najmłodszą w całej Gminie. W 1827 r., kiedy jeszcze nikomu o nim się nie śniło, w Dąbrówce było już 15 domów i aż 102 mieszkańców, w Pogorzeli 9 domów i 78 mieszkańców, w Regucie 35 domów i 186 mieszkańców. Zaludnione w owym czasie były Zabieżki, Tabor, Ostrów i Ostrowik. Mniej więcej w tym samym czasie Radzin miał 1200 morgów, w tym 199 gruntów ornych, 206 morgów pastwisk, 7 drewnianych budynków i cegielnię. Jak to się stało, że Celestynów wchłonął Radzin i wysforował się na pierwszy plan w grupie swoich o wiele starszych sąsiadów?
Wydaje się, że zadecydowało tu co najmniej kilka czynników.
Na pewno jednym z nich było zbudowanie Kolei Nadwiślańsklej (1877 r.) i ustanowienie w tym właśnie miejscu stacji. Kolej w początkowym okresie była nie tyle oknem na świat, co miejscem pracy dla młodych ludzi z przeludnionych okolicznych wsi. Perspektywa zdobycia dobrze, jak na owe czasy płatnej pracy na kolei, była zapewne nęcąca. Mogli z niej jednakże korzystać ludzie zaradni, dobrzy organizatorzy. Ci, którzy się zdecydowali musieli wziąć się za bary z twardą celestynowską rzeczywistością.
Najstarsze celestynowskie rody, to Papisowie, Łopatkowie, Markowscy, Klempisowie, Stępniowie, Wasążnikowie, Matoskowie, Kręgielewscy, Zajączkowscy, Abramowiczowie, Zalewscy, Osińscy, Popisowie, Wojdatowie, Galbarscy i wiele innych.
W końcu lat dwudziestych osiedlił się w Celestynowie wiciarz z Warszawic, urodzony społecznik Józef Stawikowski. Człowiek, który nie miał spokoju, jeśli jeszcze coś było do zrobienia. A w Celestynowte było dosłownie wszystko do zrobienia, i alternatywa: żyć jak ludzie albo topić się w błocie i obywać bez kościoła, szkoły, lekarzy, poczty, dróg.
Społecznicy naszej osady trafili w dziesiątkę budując Kościół w 1932 r. Ustanowienie Parafii to była nobilitacja całego środowiska. W kilka lat później udało się w kryzysowych latach trzydziestych zorganizować pocztę, bibliotekę, Towarzystwo Miłośników Celestynowa, świetlicę, Towarzystwo Oświaty dla Dorosłych, katolickie organizacje dziewcząt, chłopców i mężczyzn.
Człowiekiem, który tchnął w Celestynów nowe życie był też Michał Rękas. On to wraz z grupą nauczycieli przybliżył niezamożnej młodzieży wiejskiej niedostępną dla niej do tej pory szkołę średnią, organizując tajne komplety w zakresie gimnazjum i liceum w latach hitlerowskiej okupacji.
Datą graniczną w dziejach Celestynowa był rok 1952, rok powstania Gminy i Gminnej Spółdzielni ''Samopomoc Chłopska''. Być na przyczepkę na obrzeżach Karczewa, a mieć własną Gminę, to wielka różnica. Młoda Dzielnicowa Rada Narodowa musiała brać się ostro do roboty, bo ludzie nie dawali spokoju.
Robota rozkręcała się powoli. Na przykład drogi. Początkowo robiło się je na małych odcinkach, najczęściej czynem społecznym. Przyszła pora na takie drogi, jak Podbiel - Tabor, czy Celestynów - Otwock.
Podobnie było ze szkołami, remizami, ośrodkiem zdrowia. Robiło się to w wielkim trudzie, przy permanentnym braku materiałów, pieniędzy, wykonawców.
Kapitalnym przykładem mordęgi może być budowa Szkoły Podstawowej w Cetestynowte. Chyba z 10 kolejnych lat spadała z planu. A dzieci uczyły się w piwnicach, na korytarzu na trzy zmiany.
A mimo to, z roku na rok robiło się coraz więcej. A ostatnio, to niemalże na zasadzie lawiny. Więcej i lepiej. Wystarczy porównać stary i nowy budynek Urzędu Gminy, starą i nową Pocztę, Ośrodki zdrowia, Dom Nauczyciela i pierwsze domki. Prawie w każdej wsi wodociąg i gazociąg. Wszystko przy dużym wkładzie własnym ludności. I przy dużej pomocy ludzi dobrej woli, dokładających swoją cegiełkę do tego, co zrobili poprzednicy.
Można chyba powiedzieć, że Celestynów dobrze zaczął swoją piątą dziesiątkę jako Gmina i drugą setkę jako miejscowość.
powrót na główną stronę