Witajcie |
Kurs |
My ze spalonych wsi |
Chłopcy z Reguta |
Wandy |
Kandydaci na pociąg wsiadają |
Praca i...nauka |
Byłem "Siłaczką" |
Na Ziemi Nyskiej |
Po sąsiedzku z Panem Bogiem |
Analfabeci |
Szopka z przeszkodami |
ZNP |
Zosia |
Mietek |
Wycieczki |
Spotkania |
Na emeryturze |
Drzewa moje... |
Lista nauczycieli i słuchaczy kursu w Celestynowie |
Karty biograficzne
Drzewa moje...
Nie wiedziałem, że po tych 50 latach również drzewa staną się dla mnie serdecznie bliskie. Prawie takie jak ludzie. Teraz tutaj w Opolu, gdzie mieszkam, brakuje mi bardzo tych drzew, które towarzyszyły mi w życiu.
Najpierw Niemcy zrobili straszną rzecz, paląc we wrześniu 1939 roku całe Piotrowice. Wrzesień był upalny i bezdeszczowy. Od niemieckich pocisków wieś spaliła się w oka mgnieniu. Razem ze wszystkimi budynkami spaliły się wszystkie drzewa, które przez całe lata były sadzone przez ludzi, rosły, cieszyły oczy i służyły ludziom. Na miejscu wsi pozostała bezdrzewna pustynia.
I musiały upłynąć lata, zanim w Piotrowicach zazieleniły się nowe drzewa. Była mała radość, gdy niedługo po pożarze razem z młodszym bratem zasadziliśmy aleję kasztanów na naszej działce siedliskowej.
Płynęły lata i kasztany wciąż rosły, ciesząc oczy moich rodziców. Gdy odchodziłem do Celestynowa - były jeszcze nieduże. Podziwiałem je podczas moich częstych przyjazdów, również wtedy, gdy zabrakło młodszego brata, z którym je sadziliśmy. Potem zabrakło także rodziców, którzy przez lata korzystali z cienia naszych kasztanów.
A potem najmłodszy brat wyciął wiele naszych kasztanów. I nie ma już dawnej, cienistej alei. I ja także już tam nie zaglądam.
Na wiosnę 1946 roku "moje" dzieci szkolne z Żabieńca uczestniczyły pierwszy raz po wojnie w sadzeniu drzewek w lesie. Był tam również kolega Witek ze "swoimi" dziećmi. Byli inni nauczyciele. Nasze drzewa mają blisko pół wieku. Zapewne są teraz bardzo wysokie?
Przy wszystkich "moich" szkołach na Zachodzie rosło wiele drzew. Także drzewa owocowe. Przez pierwsze 5 lat mojej pracy prawie nie korzystałem z owoców tych drzew. Zapewne korzystali inni ludzie. Latem wyjeżdżałem na kursy oraz do rodziców w Piotrowicach.
Najpiękniejsze drzewa rosły przy szkole w Jasienicy Dolnej.
Szkoła znalazła się w pięknym budynku poobszarniczym. A przy szkole był prawie park z pięknymi drzewami w rożnym wieku. Niektóre z nich mogły mieć około 200 lat.
I w tym otoczeniu przyszło mi żyć 35 lat.
Razem z żoną dbaliśmy o te drzewa. Miłość dla tych drzew staraliśmy się zaszczepić naszym uczniom. Czasami trudno było walczyć z ludźmi, którzy bezmyślnie czynili szkody w drzewostanie.
Rosły koło szkoły trzy potężne wierzby płaczące, dwie z nich rosły na samej granicy pomiędzy nami i sąsiadującym z nami PGRem. Ich wiotkie, długie gałęzie rosły w stronę ziemi. Szczególnie wyrastały w czasie wakacji, gdy w szkole nie było dzieci. Kiedy dzieci wracały po wakacjach, obrywały zwisające gałązki, dotykające prawie ziemi.
Niedługo przed naszym odejściem na emeryturę doszło do tego, że dwie graniczne wierzby zostały wycięte przez pracowników PGR. Była to jakby przygrywka do naszego opuszczenia Jasienicy po przejściu na emeryturę po 35 latach pracy w tej miejscowości.
A jak bardzo zmienił się drzewostan w Celestynowie w okolicy naszej "Leśniczanki", której nie ma już kilkanaście lat! Przecież obok niej rosły wysokie sosny zaglądające do jej okien. Inne dotykały do dwóch wysokich werand, które wcześniej przestały istnieć, zanim rozebrano budynek.
Wiele sosen rosło na przestrzeni oddzielającą "Leśniczankę" od głównej ulicy. Pozostało ich bardzo niewiele i dzisiaj rosną gdzieniegdzie przy pobudowanych w tym miejscu kilku domach.
Przy głównej ulicy (dziś św. Kazimierza) prowadzącej od stacji do kościoła (i dalej) rosną dziś duże brzozy. Nie wiem czy pamiętają rok 1945?
Przy tej samej ulicy, blisko dawnej szkoły, rośnie piękny, okazały dąb, który tak wiele pamięta.
Pamięta również dwudziestkę młodych ludzi, którzy przed pół wiekiem przychodzili do starej szkoły w Celestynowie prowadzić lekcje praktyczne.
powrót na główną stronę